Duchowa i cielesna przemiana…

Chciałabym podzielić się z wami tym co w naszym świecie większość ludzi uważa za śmieszne,nierealne,nieprawdziwe,błędne,nieuzasadnione,mylne,chore.Pragnę opisać przy tym delikatnie swoją historię i moje spostrzeżenia duchowe i realne,bardzo trudne zmierzenia z tym co stawało mi na przeszkodzie życia w realnym świecie i co zmieniło moje spostrzeżenie kierując mnie ku niezgodzie z samą sobą,z bliskimi,rodziną,moją wiarą i Bogiem.Walka ta trwa nadal i wiem,że każda decyzja,którą podejmę stanowi ciągłą walkę o moje życie o życie w godności.Dlaczego o tym piszę? Dlatego, iż wielu z was nie ma pojęcia,że dobro i zło istnieje,tak jak istniejesz TY, czy Ja.Zło ma za zadanie doprowadzić człowieka do zguby.Nie ważne jaki kierunek wybierze,zawsze jest to działalność w brew Bogu i naszej wiary,mimo iż to co robimy wydaje nam się realizacją,reakcją prawidłową i kierunkiem własnego dobra.Ale czy rzeczywiście tak jest?Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.Nie piszę tutaj tego po to by kogokolwiek zmanipulować, omamić,czy drwić z tego co wam chce przekazać.Chcę was po prostu uświadomić,że wiele ludzi nosi w sobie zło,które niszczy nasze wnętrze dla własnej satysfakcji i na przekór Bogu.A często i prawie zawsze jest ono nieuświadomioną formą zniszczenia.Wielu ludzi mający kłopoty z używkami z brakiem kontroli nad sobą samym,z przeróżnymi lękami czy wrogim wybuchowym zachowaniem, nie do końca takie osoby  zdają sobie sprawę co się z nimi dzieje,wielu nie szuka pomocy we własnej wierze,w kościele na wyznaczonych Mszach o uzdrowienie duszy i ciała.Bardzo często takie i inne przemiany należy brać do siebie bardzo poważnie.Często zdarza się ,iż takie dolegliwości i brak kontroli nad sobą samym,nie jest złym stanem psychicznym czy chorobą,która taki stan powoduje.Może tak się zdarzyć,że my o tym nie wiemy,ale w naszym ciele najprawdopodobniej zagościł zły duch,który nie chce się ujawnić, iż w ukryciu może działać i niszczyć człowieka od środka kierując go tak by upadł jak najniżej.Człowiek najczęściej sam nie jest w stanie sobie uświadomić i przyjąć czegoś takiego do wiadomości.Do takiego spostrzeżenia,potrzebna jest świadomość tego co się z nami dzieje co się zmieniło i jak my się zmieniliśmy w bardzo krótkim czasie.A ja wiem po sobie,że ta świadomość w trakcie dziwnego niewyjaśnionego stanu,jest praktycznie stanem emocjonalnym z którego nie zdajemy sobie sprawy,nasza stabilizacja się zmienia,bynajmniej w moim przypadku tak było.Ja sama byłam w takim stanie,nękały mnie wręcz okropne obrazy bardzo perwersyjne i bardzo często poniżające,bolesne,przedziwnie kojące.Stawały się wręcz nie do zniesienia,w tedy wydawało mi się to zupełnie normalne,bo przecież jestem uległą kobieta i są one takie jakie powinny być.Są czymś czego pragnę przecież,bo moja natura jest właśnie taka jak w tych wizjach.Te wizje nie dawały mi możliwości skupienia się na pracy czy rodzinie.Życie stało się przytłaczające i bardzo ciężkie,wręcz przestało mnie cokolwiek interesować,przestałam oglądać telewizje,zupełnie nie wiedziałam co się dzieje na świecie,odwróciłam się od znajomych,od tego co mnie cieszyło i sprawiało uśmiech na twarzy.Wiedziałam,że coś złego się ze mną dzieje,a ja sama nie dam sobie rady z tym co mnie tak uporczywie nęka i dręczy.Niby w pracy się uśmiechałam,rozmawiałam z koleżankami,ale od jakiegoś czasu byłam jakby nie obecna.Kilka razy koleżanka zwrócił mi uwagę,że jestem jakaś inna jakbym myślała o czymś zupełnie innym,a nie o tym co robię mimo,iż swoje obowiązki wykonywałam bardzo dobrze,była zdziwiona jak ja to kontroluję.Wiedziałam,że ma rację.W nocy bardzo często budziłam się niespokojna zlana potem, drżąca i zaniepokojona,sypiałam bardzo źle.Kilka razy przeszło mi przez myśl,aby udać się do psychologa,bądź seksuologa rozważałam taka okoliczność,.Jednak stało się inaczej.Pewnego dnia,mąż wrócił do domu i powiedział,że jest wyjazd na Mszę o uzdrowienie,do Częstochowy.Kiedy o tym usłyszałam,na początku byłam sceptyczna,ale z ciekawości znalazłam w internecie kilka ciekawych wątków związanych z wyznaczoną Mszą.To co czytałam i oglądałam,bardzo silnie mnie poruszyło,poczułam ogromną potrzebę uczestnictwa w tej Mszy.Powiedziałam mężowi,że ja tam muszę pojechać,żeby nie wiem co się działo, ja tam muszę być!!! Mąż się zdziwił moim zapałem,ale sam też był zaciekawiony.Słyszałam od niego kilka sytuacji jakie mają miejsca na odprawianych Mszach,tak szczerze to nie do końca chciałam w to wszystko wierzyć.Jednak coś mnie tam bardzo ciągnęło,ale za razem byłam zaniepokojona i zarazem zlękniona.W dniu wyjazdu niespodziewanie,pewna okoliczność sprawiła,że musielibyśmy zrezygnować z wyjazdu.Jednak coś jakby nad nami czuwało i się udało w ostatniej chwili sytuacja się rozwiązała i pojechaliśmy.Pojechałam tam z wielką nadzieją,pragnieniem i modlitwą,aby Bóg zabrał ode mnie te okropne pragnienia,potrzeby to w czym tkwiłam i co przestało być kontrolowane przez mój umysł,bo mimo,iż ja od dłuższego czasu się z nikim nie spotykałam,to te wizje bardzo silnie narastały w mojej głowie.Bardzo pragnęłam,by to odeszło i już więcej nie wracało,bym mogła wrócić do poprzedniej siebie,bo przecież nie zawsze taka byłam i nie miało to na de mną takiej silnej władzy.Na wyznaczonej Mszy o uzdrowienie poruszyło mnie bardzo wiele spostrzeżeń,których w innych Kościołach się nie spotyka,to zachowanie ludzi ich skupienie i silna piękna modlitwa,a Msza jest bardzo długa,poruszająca i ciepła,kapłan swymi słowami trafia chyba do każdego modlącego się wraz z nim.Następnego dnia kiedy wstałam,nie od razu, ale po kilku godzinach zorientowałam się,że moje myślenie się zmieniło,wizje gdzieś odeszły i ciężko nawet było je przywołać z powrotem,jakby ktoś zamknął je w szarej materii i nie mogły się z niej wydostać.Z dnia na dzień było coraz lepiej,mój stan się poprawiał,byłam bardzo ucieszona czułam się zdrowsza.Wróciłam stamtąd  jakby lżejsza,już nie odczuwałam dziwnego bólu w klatce,które jakby specjalnie uciskał moją klatkę piersiową.Czułam się lepiej,znacznie lepiej.To tak jakby ktoś oddał mi siebie.Kupiłam sobie po Mszy,książkę ks.dr Władzimierza Cyrana pod tytułem”Krok do Wolności od złych duchów”. Kończę ją czytać i to co się ze mną działo po części zrozumiałam dzięki temu przewodnikowi.Wiem i doskonale  zdaje sobie sprawę,że moja walka się jeszcze nie skończyła.Wiem i czuję,że to dopiero początek.Jeszcze wiele zmian prze de mną.A w człowieku zostaje poczucie powrotu na wyznaczoną Mszę,czuję potrzebę powrotu w tamto miejsce.Pisze o tym dlatego,że wiele osób,które odczuwają,bardzo dziwne zlęknienia,obawy,udręczenia,nawet poczucie bezradności,nicości i wiele innych,nie mogąc sobie z tym poradzić często szukają pomocy u fałszywych znachorów,uzdrowicieli,psychologów,grup wsparcia itp.Powinni spróbować uwierzyć w siebie i w Boga.A wy?Kto z was jest wierzący i zaczyna gubić się we własnym umyśle,biorąc zło za priorytety ,którymi się kieruje?Mam nadzieję,że moje słowa trafią do tych,którzy potrzebują pomocy,tak jak ja jej potrzebowałam.

Te wszystkie słowa skierowane do was oznaczają moją przemianę.Bloga pozostawiam tak jak teraz nie będę go usuwać czy zmieniać,bo to przecież byłam ja.Kto ma chęć porozmawiać o problemach lub zapytać o coś jeszcze zapraszam do kontaktu na gg:61735577.

Z uśmiechem pozdrawiam:).

 

 

5 przemyśleń na temat “Duchowa i cielesna przemiana…

  1. Interesujacy wpis, zaskakujacy :)

    ale dobrze ze znalazlas ukojenie, oparcie i droge, pewnie nie na zawsze, ale moze na dluzej,
    sa swieta, rodzina, maz, dzieci, przeszkadzaja zasady ktore wynioslas z domu, ze srodowiska. Teraz masz stabilizacje, rownowage umyslu, to pomaga, i dobrze.

    Choc mysle zagluszylas pragnienia ktore ciezko pogodzic z ogolnie przyjeta ‚normalnoscia’ (hipokryzja do okola) stad te rozsterki, niespokojne mysli, budzenie sie w nocy.

    ale co moglas zrobic bedac z tym sama?, na tym etapie zrobilas dobrze, na razie bog ma nad toba kontrole

    chyba ze jeszcze poznasz przypadkowo lub ciut mniej przypadkowo jakiegos szatana ktory calkowicie zawladnie twoim swiatem i pozbawi rozsterek. To podwojna satysfakcja wyciagnac owieczke ze stada i sprwadzic na manowce

    ale… szczerze, to bardzo trudne poznac kogos takiego
    wiec dobrze ze jestes gdzie jestes

    mam nadzieje ze jeszcze kiedys cos kiedys skrobniesz, i nie stracisz rownowagi :)

    • najważniejsze,że oddycham pełną piersią z uśmiechem na twarzy:)
      moje prawdziwe ukojenie jest teraz takie jakie miałam nadzieję poczuć…
      jestem spokojna,mam czysty umysł,nie myślę już tak jak wcześniej,nie analizuję,oddaliłam się bardzo od tego wszystkiego… nie czuję chęci zawrócenia,ba jakoś przerażająco na to patrzę…
      będę unikać tego co chciało mnie wchłonąć…
      Franko dziękuję i pozdrawiam;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>