Duchowa i cielesna przemiana…

Chciałabym podzielić się z wami tym co w naszym świecie większość ludzi uważa za śmieszne,nierealne,nieprawdziwe,błędne,nieuzasadnione,mylne,chore.Pragnę opisać przy tym delikatnie swoją historię i moje spostrzeżenia duchowe i realne,bardzo trudne zmierzenia z tym co stawało mi na przeszkodzie życia w realnym świecie i co zmieniło moje spostrzeżenie kierując mnie ku niezgodzie z samą sobą,z bliskimi,rodziną,moją wiarą i Bogiem.Walka ta trwa nadal i wiem,że każda decyzja,którą podejmę stanowi ciągłą walkę o moje życie o życie w godności.Dlaczego o tym piszę? Dlatego, iż wielu z was nie ma pojęcia,że dobro i zło istnieje,tak jak istniejesz TY, czy Ja.Zło ma za zadanie doprowadzić człowieka do zguby.Nie ważne jaki kierunek wybierze,zawsze jest to działalność w brew Bogu i naszej wiary,mimo iż to co robimy wydaje nam się realizacją,reakcją prawidłową i kierunkiem własnego dobra.Ale czy rzeczywiście tak jest?Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.Nie piszę tutaj tego po to by kogokolwiek zmanipulować, omamić,czy drwić z tego co wam chce przekazać.Chcę was po prostu uświadomić,że wiele ludzi nosi w sobie zło,które niszczy nasze wnętrze dla własnej satysfakcji i na przekór Bogu.A często i prawie zawsze jest ono nieuświadomioną formą zniszczenia.Wielu ludzi mający kłopoty z używkami z brakiem kontroli nad sobą samym,z przeróżnymi lękami czy wrogim wybuchowym zachowaniem, nie do końca takie osoby  zdają sobie sprawę co się z nimi dzieje,wielu nie szuka pomocy we własnej wierze,w kościele na wyznaczonych Mszach o uzdrowienie duszy i ciała.Bardzo często takie i inne przemiany należy brać do siebie bardzo poważnie.Często zdarza się ,iż takie dolegliwości i brak kontroli nad sobą samym,nie jest złym stanem psychicznym czy chorobą,która taki stan powoduje.Może tak się zdarzyć,że my o tym nie wiemy,ale w naszym ciele najprawdopodobniej zagościł zły duch,który nie chce się ujawnić, iż w ukryciu może działać i niszczyć człowieka od środka kierując go tak by upadł jak najniżej.Człowiek najczęściej sam nie jest w stanie sobie uświadomić i przyjąć czegoś takiego do wiadomości.Do takiego spostrzeżenia,potrzebna jest świadomość tego co się z nami dzieje co się zmieniło i jak my się zmieniliśmy w bardzo krótkim czasie.A ja wiem po sobie,że ta świadomość w trakcie dziwnego niewyjaśnionego stanu,jest praktycznie stanem emocjonalnym z którego nie zdajemy sobie sprawy,nasza stabilizacja się zmienia,bynajmniej w moim przypadku tak było.Ja sama byłam w takim stanie,nękały mnie wręcz okropne obrazy bardzo perwersyjne i bardzo często poniżające,bolesne,przedziwnie kojące.Stawały się wręcz nie do zniesienia,w tedy wydawało mi się to zupełnie normalne,bo przecież jestem uległą kobieta i są one takie jakie powinny być.Są czymś czego pragnę przecież,bo moja natura jest właśnie taka jak w tych wizjach.Te wizje nie dawały mi możliwości skupienia się na pracy czy rodzinie.Życie stało się przytłaczające i bardzo ciężkie,wręcz przestało mnie cokolwiek interesować,przestałam oglądać telewizje,zupełnie nie wiedziałam co się dzieje na świecie,odwróciłam się od znajomych,od tego co mnie cieszyło i sprawiało uśmiech na twarzy.Wiedziałam,że coś złego się ze mną dzieje,a ja sama nie dam sobie rady z tym co mnie tak uporczywie nęka i dręczy.Niby w pracy się uśmiechałam,rozmawiałam z koleżankami,ale od jakiegoś czasu byłam jakby nie obecna.Kilka razy koleżanka zwrócił mi uwagę,że jestem jakaś inna jakbym myślała o czymś zupełnie innym,a nie o tym co robię mimo,iż swoje obowiązki wykonywałam bardzo dobrze,była zdziwiona jak ja to kontroluję.Wiedziałam,że ma rację.W nocy bardzo często budziłam się niespokojna zlana potem, drżąca i zaniepokojona,sypiałam bardzo źle.Kilka razy przeszło mi przez myśl,aby udać się do psychologa,bądź seksuologa rozważałam taka okoliczność,.Jednak stało się inaczej.Pewnego dnia,mąż wrócił do domu i powiedział,że jest wyjazd na Mszę o uzdrowienie,do Częstochowy.Kiedy o tym usłyszałam,na początku byłam sceptyczna,ale z ciekawości znalazłam w internecie kilka ciekawych wątków związanych z wyznaczoną Mszą.To co czytałam i oglądałam,bardzo silnie mnie poruszyło,poczułam ogromną potrzebę uczestnictwa w tej Mszy.Powiedziałam mężowi,że ja tam muszę pojechać,żeby nie wiem co się działo, ja tam muszę być!!! Mąż się zdziwił moim zapałem,ale sam też był zaciekawiony.Słyszałam od niego kilka sytuacji jakie mają miejsca na odprawianych Mszach,tak szczerze to nie do końca chciałam w to wszystko wierzyć.Jednak coś mnie tam bardzo ciągnęło,ale za razem byłam zaniepokojona i zarazem zlękniona.W dniu wyjazdu niespodziewanie,pewna okoliczność sprawiła,że musielibyśmy zrezygnować z wyjazdu.Jednak coś jakby nad nami czuwało i się udało w ostatniej chwili sytuacja się rozwiązała i pojechaliśmy.Pojechałam tam z wielką nadzieją,pragnieniem i modlitwą,aby Bóg zabrał ode mnie te okropne pragnienia,potrzeby to w czym tkwiłam i co przestało być kontrolowane przez mój umysł,bo mimo,iż ja od dłuższego czasu się z nikim nie spotykałam,to te wizje bardzo silnie narastały w mojej głowie.Bardzo pragnęłam,by to odeszło i już więcej nie wracało,bym mogła wrócić do poprzedniej siebie,bo przecież nie zawsze taka byłam i nie miało to na de mną takiej silnej władzy.Na wyznaczonej Mszy o uzdrowienie poruszyło mnie bardzo wiele spostrzeżeń,których w innych Kościołach się nie spotyka,to zachowanie ludzi ich skupienie i silna piękna modlitwa,a Msza jest bardzo długa,poruszająca i ciepła,kapłan swymi słowami trafia chyba do każdego modlącego się wraz z nim.Następnego dnia kiedy wstałam,nie od razu, ale po kilku godzinach zorientowałam się,że moje myślenie się zmieniło,wizje gdzieś odeszły i ciężko nawet było je przywołać z powrotem,jakby ktoś zamknął je w szarej materii i nie mogły się z niej wydostać.Z dnia na dzień było coraz lepiej,mój stan się poprawiał,byłam bardzo ucieszona czułam się zdrowsza.Wróciłam stamtąd  jakby lżejsza,już nie odczuwałam dziwnego bólu w klatce,które jakby specjalnie uciskał moją klatkę piersiową.Czułam się lepiej,znacznie lepiej.To tak jakby ktoś oddał mi siebie.Kupiłam sobie po Mszy,książkę ks.dr Władzimierza Cyrana pod tytułem”Krok do Wolności od złych duchów”. Kończę ją czytać i to co się ze mną działo po części zrozumiałam dzięki temu przewodnikowi.Wiem i doskonale  zdaje sobie sprawę,że moja walka się jeszcze nie skończyła.Wiem i czuję,że to dopiero początek.Jeszcze wiele zmian prze de mną.A w człowieku zostaje poczucie powrotu na wyznaczoną Mszę,czuję potrzebę powrotu w tamto miejsce.Pisze o tym dlatego,że wiele osób,które odczuwają,bardzo dziwne zlęknienia,obawy,udręczenia,nawet poczucie bezradności,nicości i wiele innych,nie mogąc sobie z tym poradzić często szukają pomocy u fałszywych znachorów,uzdrowicieli,psychologów,grup wsparcia itp.Powinni spróbować uwierzyć w siebie i w Boga.A wy?Kto z was jest wierzący i zaczyna gubić się we własnym umyśle,biorąc zło za priorytety ,którymi się kieruje?Mam nadzieję,że moje słowa trafią do tych,którzy potrzebują pomocy,tak jak ja jej potrzebowałam.

Te wszystkie słowa skierowane do was oznaczają moją przemianę.Bloga pozostawiam tak jak teraz nie będę go usuwać czy zmieniać,bo to przecież byłam ja.Kto ma chęć porozmawiać o problemach lub zapytać o coś jeszcze zapraszam do kontaktu na gg:61735577.

Z uśmiechem pozdrawiam:).

 

 

Droga…

Zastanawiałam się jak zacząć ten tak ważny dla mnie wpis.Zacznę może od tego,że wiele moich decyzji związanych z uległością i klimatem było błędne.Szukałam szczęścia poprzez seks,ale i nie tylko,te moje pragnienia są prawdziwe,ale czy aby na pewno są one moje?Tego czego ja szukam nie da się znaleźć w taki sposób i jeśli ktoś z was szuka podobnie,czuje,że się pogubił i nie wie jak sobie poradzić,niech się zatrzyma.Teraz przyznaje się do błędu jak mylne było moje myślenie.Życie postawiło przede mną zaskakujące zmiany,związane ze mną, moim życiem, czy postępowaniem z moją wiara.Moje sumienie nigdy nie będzie czyste,zawsze będę sama w sobie winna.Wierze,że życie stawia przed nami ludzi,którzy przykrym słowem potrafią zmienić postrzeganie siebie,a co za tym idzie dają nam coś ważnego do przekazania.A czasami ten przekaz jest bezpośredni i boli najbardziej,mimo iż ja na siebie tak nie patrzyłam,mimo iż swojego rozmówcy nie znam,to szczerze mu za to jak mnie określił podziękowałam.Przykre jest to jak ktoś nas ocenia nie znając nas samych,ale czy rzeczywiście robiąc to bezpodstawnie?Mnie to dało siłę i wiarę,bo chciałam innego życia,zapomniałam o tym,że moje pragnienia powstawały w miłości,a nie odwrotnie.Bardzo zboczyłam,ze swojej drogi i mam nadzieję,że z czasem wejdę na tą właściwą z pełnią szczęścia w swoim sercu i wam tez tego życzę:)…Dziękuję.

Inna…

Czasami wydaje mi się,że jestem z innej galaktyki i nie pasuje do środowiska w którym funkcjonuje.

Jak widzę swoją uległość?Na pewno z uśmiechem na twarzy,nie chcę się bać i martwić nieodpowiedzialnym traktowaniem.Chcę czuć się potrzebna i te potrzebę ciepło odwzajemniać. Chcę dawać z siebie wszystko co najlepsze.Chcę czuć tak mocno i odbierać wszystkie emocje,jakbym miała je wchłonąć,jakby miały mnie otulać i przyjemnie rozgrzewać zimne ciało.Chcę się cieszyć uległością,a nie tak jak dotąd zazwyczaj tylko zamartwiać…

Chce i pragnę zachować równowagę…

Vincent van Gogh

„Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu. „

30,31.12.2016 r.

30 grudnia 2016
Jest piątek.Jestem w domu z synkiem.Siedzę w fotelu,popijam kawę i słucham muzyki.Chwila dla siebie.Wpatruje się w duży telewizor w kanał muzyczny,rozmyślam.Błądzę myślami wśród wszystkiego co mi ostatnio nie odpowiadało z tego,ze musiałam ostatnio podjąć ważna decyzje,bo inaczej chyba udusiłabym się we własnej bezradność.Sięgam po kolejny łyk gorącej kawy z dwiema łyżkami cukru i dodatkiem mleka na dwa palce.Tak moja ulubiona smakuje idealnie,smakuje tak jak lubię.Jednak moje myśli błądzą,ostatnimi dniami, nie mogę się nad niczym skupić.Ostatnio jakoś wiele się posypało moja relacja to,że mimo moich starań i tak nie wyszło straciłam cierpliwość,a raczej straciłam ochotę na te znajomość i zrezygnowałam z niej i jakoś wcale mi nie żal.Podle,możliwe…,ale szansa była,był czas tak samo dla mnie jak i dla byłego Właściciela.Niby wszystko zaczęło się bardzo pozytywnie i zapowiadało się ciekawie to jednak wszystko się jakoś popsuło.Nie mam pretensji,nie wiem dlaczego,ale przeczuwałam,że tak będzie.Ciesze się z nowych doświadczeń, które w zupełności nie dotyczą klimatu,bo praktycznie go nie było w tej znajomości i z tego,że kolejny raz próbowałam.I po kilkunastu miesiącach dotarło do mnie,że zaczynam tęsknić,tak naprawdę za człowiekiem,który wkroczył do mojej głowy i za nic nie chce odejść.Moje ciało ja sama i mój umysł ciągle go pragnie i potrzebuje tak cholernie mocno.Uśmiecham się do siebie i zachodzę w głowę jak on tego dokonał,ale ja wiem.Podarował mi coś czego nikt inny nie zrobił i moja wdzięczność za to ma magiczną moc i bardzo mu dziękuję za to. Po kilku miesiącach od naszego ostatniego spotkania możecie mi wierzyć lub nie,ale nie spotkałam nikogo podobnego i naturalnie dominującego.Nikt nigdy mu nawet do pięt nie dorastał.A mój ostatni „Pan”miał coś w sobie wiele plusów,jednak życie osobiste i przede wszystkim praca nie dała mu możliwość realizacji swoich potrzeb.Myślałam,ze to ja zawiodę w tej relacji,bo odległość,bo rodzina czy praca.Oczywiście rozumiem go doskonale,tylko dla mnie w relacji liczy się też coś innego.Obdarował mnie szacunkiem,spokojem.Postarałam się zrobić co w mojej mocy,by spotykać się w miarę regularnie,ale się nie udało.Dzięki niemu dostrzegłam za czym tak naprawdę tęsknię i czego pragnę,czego mi nie dostarcza i jak ja zaczynam źle się z tym czuć.Mimo,że ja zrezygnowałam On nadal pisze,powiedziałam mu,że było mi źle,że brakowało mi klimatu i spotkań.Czasem mam wrażenie,że to celowa gra,może chciał sprawdzić,czy wytrwam w tym,sama bez niego.Czekałam,długo kilka pięknych tygodni,ale nic się nie działo i nawet się nie ucieszył jak zaproponowałam mu,że to ja przyjadę do niego.Nie zrobił z tym nic,czekałam i zachodziłam w głowę dlaczego nie ma dla mnie czasu.Wydawał się taki odpowiedzialny,a jednak we mnie jakoś wszystko zgasił.Nie wiem czy ja mam już tak zapisane i tak konkretnie muszę szukać i nie będę w stanie dopasować się do jakiegoś innego mężczyzny.Próbowałam się dopasować i w obu przypadkach nie wyszło.Nie, że z mojej winy,choć pewnie i też jej troszkę było,ale po prostu oni tego nie mieli, nie czułam tego w nich,a może dla nich ja tego nie miałam.Wiec postanowiłam odetchnąć,przestać szukać i dać sobie spokój na jakiś czas.I tak też zrobiłam.Postanowiłam nie spotykać się z nikim kto mi nie udowodni,tak zaczęłam czekać i zrozumiałam,że czekam na dowody,nie na gadanie czy pisanie bez sensu w to już nie wieże.Wiedziałam,ze jeśli ktoś mnie ma zainteresować muszę mieć jakieś dowody jego uczestnictwa w klimacie,doświadczenia to,ze jest tym za kogo się uważa.To,że poczuje od samego początku to przyciąganie,takie dziwne przeczucie, że to jest On, osoba jakiej potrzebuje.Osoba,która wejdzie do mojej głowy i sprawi,że poczuje to tak jak wcześniej.W między czasie jak psuło się u mnie w relacji,zaczęłam pisać z kimś nowym z mężczyzną z klimatu,wymienialiśmy się doświadczeniami i tak nawet bardzo mi przypadł do gustu z jego otwartością i bezpośrednią osobowością oraz humorem,a przede wszystkim klimatu.Piszemy,ze sobą jakiś czas i nie wiem dlaczego,ale poczułam ogromne pragnienie go poznać,oczywiście wącham się i jestem ostrożna,bardzo z tym zwlekam i mam na to jeszcze czas,piszemy i rozmawiamy to na razie wystarczy,jednak to co poczułam nie daje mi spokoju udowodnił mi ,że był w relacji, nie przeszkadzało mu to,że potrzebowałam dowodów,nawet się nie zdziwił,choć wcale o nie, nie prosiłam jakoś sam się domyślił .Obecnie sobie odpoczywam choć moje ciało i mózg potrzebuje chłosty, upokorzeń,więzi, opieki,zakazów,kontroli,szpicruty,knebla,jajeczka,korków,a nawet pompki analnej,zabawy,tresury itp.rzeczy i praktyk.Ostatnimi dniami nie jest sobą,jakbym zasnęła. Mój instynkt, moje podniecenie zgasło,nawet nie mam ochoty na seks i nawet nie pamiętam kiedy byłam mokra…

31.12.16.Rano.
Leże i wpatruje się w sufit,przypomniało mi się,że dawno nie miałam orgazmu,dziś spałam sama,mąż był na wyjeździe więc miałam swobodę,ale tak raczej zmusiłam się do zabawy nie robiłam tego z ochoty raczej robiłam to,bo mi się przypomniało jak przyjemnie się szczytuje i może dobrze by było znów to poczuć.Powoli i ostrożnie pokierowałam ręka na moje łono.Gładka wygolona powierzchnia mojego wrażliwego ciała.Wyciągnęłam palec wskazujący i z delikatnym muśnięciem podrażniłam łechtaczkę.Chciałam dzisiaj wstać z łóżka z lekkim podnieceniem, potrzebowałam tego,muszę się jakoś obudzić,chcę dziś mieć przyjemny poranek,zaczęłam się masować,dość długo i intensywnie,ale moje podniecenie i eksplozja nie przychodziła.Po piętnastu minutach zaczęłam fantazjować i dokładać sobie innych bodźców,upłynęło kolejne 10 minut lekko byłam mokra,czułam jak powoli zbieram się we mnie napięcie,przerwałam na chwilę rozkoszując się tym przyjemnym stanem.Po chwili znów zaczęłam masaż,mój orgazm nadchodził powoli, skurcze mięśni pochwy były bardzo silne jak do squirtu,zdziwiłam się moim stanem i intensywnością orgazmu.Zatkałam sobie ręką usta tak żeby głośno nie krzyknąć,tak na wszelki wypadek,bo przecież ja bardzo rzadko głośno krzyczę.Mięśnia się spięły,tak mocno,że aż wykrzywiło mnie w krzyżu,po chwili wszystko odeszło fala przyjemności tak silnej ustępowała. Tuż po, moja pochwa stała się mokra,a ja od razu miałam lepszy humor,sięgnęłam paluszkami po śluz zebrałam małą ilość i wsunęłam do ust,śluz był pyszny,miał mocny zapach był lepki i rozciągliwy,pierwszy raz chyba tak mi smakował chwilę się delektowałam i zlizywałam go ze swoich paluszków.Kiedy odetchnęłam i wszystko po woli odeszło wróciłam do rzeczywistości .

Trudy…

Czas wspomnieć o tym czego większość kobiet uległych i panów dominujących nie realizowało,nie odczuwało i być może nigdy nie zazna.Otóż chciałam przedstawić problem,który niestety czasem ma przykre skutki,negatywne, dołujące odczucia,często brak zrozumienia i akceptacji innych.Jestem kobietą,uległą kobieta mniej lub bardziej uległą,jestem matką.A teraz nasuwa się pytanie,jak pogodzić macierzyństwo z suczą naturą,tak aby wszyscy byli zadowoleni łącznie ze mną?Hymm…czasem naprawdę ciężko jest to w ogóle pogodzić,a już na pewno nie da się tak,żeby wszyscy byli zadowoleni,któraś ze stron zawsze będzie pokrzywdzona w jakimś stopniu.Mam męża,który nie jest moim Panem i synka,który jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie.Kobiece macierzyństwo jest stokroć silniejszą smyczą od smyczy łączącej Pana i Su,dla kobiety to część jej samej to jej radość i miłość o którą dba najlepiej jak potrafi i nic nie stanie na przeszkodzie,aby to zaniechać.Oczywiście,zrozumiałe,że wiele relacji ma ten „kłopot”i najczęściej takie relacje mają ogromne trudy realizacji dogadania się i spełnienia ,bądź przechodzą przez ten problem,bardzo niewłaściwie,no bo przecież nie ma się na to czasu,bądź nie ma się tego czasu w tedy kiedy Pan od nas tego oczekuje,ale bywają i relacje, które mimo wszystkich kłopotów starają się dzielnie to wszystko przetrwać,bo im obojgu po prostu na tym zależy…Praktycznie wszystko jest dopięte na ostatni guzik,miejsce,czas,a tu w ostatniej chwili się coś niespodziewanego wydarza i pac! trzeba wszystko odwołać,a to z kolei nie wpływa pozytywnie na relację i na poszczególne osoby,które są w tej relacji zaangażowane.Takie sytuacje wpływają na nasze zachowanie ,na poszczególne decyzje,których może nie podjęlibyśmy pod wpływem tych,że emocji,dla mnie jako suki takie sytuacje są czymś bardzo przytłaczającym,z racji iż bardzo staram się unikać takiego rodzaju wykroczeń,dla mnie to niespełnienie oczekiwań nadanych i wyznaczonych przez Pana,niespełnienie siebie i zaspokojeniu własnej natury,a przede wszystkim natury Pana.Owszem, Pan będący w osobnym związku mający własną rodzinę i dziec powinien to uszanować,bo oczywiście nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego w naszym życiu.Tak samo takie sytuacje dotyczą Pana jak i suki.A teraz nasuwa się pytanie,czy warto w związku z tym wkraczać w relacje z dominującym mieszkającym wiele kilometrów od nas?Hymm…Różni są ludzie i różne relacje,ale jeśli partner dobrze rokuje i ma podzielne zdanie,cele jakie chce osiągnąć z daną partnerką, zależy mu na spotkaniach i na uległej,która także według jego potrzeb dobrze rokuje to nie ma w tym nic straconego?Czyżby?A jednak moim zdaniem jest,bo tu walczy psychiczne oddanie,jeśli Su jest wybuchowa,mało cierpliwa to traci wiele pozytywnych czynników działających na nią,co z kolej pewnie źle się na niej odbije.Dlatego z kolej Pan powinien mieć na nią pozytywny wpływ i dawać poczucie bezpieczeństwa i odczucia jak bardzo jest mu potrzebna.Bez tego szans na realizowanie nie ma.Musze przyznać,że bywa i tak,iż Su przystaje na to,czekając cierpliwie,a z czasem jej cierpliwość i natura przybierają właściwą fazę dla ich relacji,więc albo można coś zyskać,albo stracić.Ważna jest stabilność i racjonalność w takich sytuacjach,a być może uległa odnajdzie w sobie spokój i zaufa Panu.Trudno jest kogoś wyczuć i trudno uszanować drugiego człowieka, kiedy ma się ogromne potrzeby,wielkie oczekiwania,własne racje i żelazne reguły,zdarza się tak,że to kobieta pierwsza poddaje się z oczekiwanych braków z niespodziewanych kłopotów jakie w jej życiu maja miejsce,dochodzi do wniosków bardzo różnych,a mianowicie,nie wystarcza jej czas,który razem z Panem mają dla siebie,chciałaby więcej czy częściej,takie braki dają do myślenia,dają małe spełnienia czy nawet zniechęcenie,bądź nawet brak tego spełnienia, mimo wszystko.W takiej sytuacji należy grać i starać się wzajemnie,nie wszystko bowiem zależy od suki,wiadomo taka relacja będzie narażona na sytuacje jakie wyżej przedstawiłam,ale jeżeli ta otoczka dzięki ich wzajemnym staraniom ma przynieść właściwy skutek to warto spróbować?Warto!Owszem ciężko jest się nie poddawać w czasie takich uchybień jak odwołanie w ostatniej chwili spotkania,zawiedzeniu siebie samej i Pana,ale jak Pan potrafi podnieść w takiej chwili na duchu to tez jest bardzo ważne,mimo iż sam jest zły na nieprzewidzianą sytuacje.W tedy warto się starać na nowo spotkać i dać Panu więcej z siebie…Takie sytuacje mają różny przebieg,często bywa tak,że mężczyźni tego nie rozumieją,ale trzeba także zauważyć,że mężatki i matki mają bardzo pod górkę i niestety muszą kombinować,oszukiwać,kłamać swoich bliskich…Jak się z tym czują?Ja się czuję okropnie,źle wręcz paskudnie,bo ja nienawidzę tego robić,czuje się w tedy bardzo ograniczona,mało konkretna i jak oszustka,kłamczucha,którą przecież nie jestem,jak by mi ktoś ogromny kamień rzucił ma plecy i kazał go dźwigać.Takiej kobiecie często towarzyszy strach,a ten strach nie zawsze działa pozytywnie na relacje.Mnie dopada nieład,kiedy nie mogę się spełnić,nic mi nie wychodzi i często się dołuje…Ale najbardziej się złoszczę,że zrobiłam sobie krzywdę,nieświadomie,ale jednak zrobiłam…Kiedy tak czasem rozmawiam z uległymi i czytam o ich kłopotach to tak naprawdę uważam,że bardzo często robią sobie te problemy z własnej nieświadomości i odnoszą inny rezultat niż sobie obrały,nie patrzą kreatywnie na rozwiązanie takowego problemu,a przecież da się tylko trzeba chcieć,jeśli nie są matkami mają ogromne możliwości ,których ja im tak cholernie zazdroszczę,bo mimo iż się staram być dobrą suką dla mojego Pana to jednak,bywam czasem w bezradności,dla naszej relacji i za żadne skarby nie czuje się z tym dobrze…

Wewnętrzne rozdarcie….

Któregoś dnia celnie zauważyłam,że ciężko mi jest się przebić przez mur,który w okół siebie stworzyłam.Bardzo trudno będzie się przebić przez ten mur komukolwiek,obecnie widzę już trudności w nowo zaczętej relacji z nowym Panem,hmm…jaki On jest…hmm…cierpliwy,ba cholernie cierpliwy,spokojny,rozmowny i ma coś w sobie interesującego(specyficzną gestykulację,specyficzną barwę głosu)możliwe,że właśnie to co uwielbiam.Na pierwszym spotkaniu zrobił wiele,aby mnie do siebie przekonać i udało się,a zwłaszcza,że ja poszłam na spotykanie zupełnie w negatywnym nastawieniu,tak szczerze to nie chciałam żeby spotkanie się udało,ale moje wewnętrzne rozdarcie uświadomiło mi,że to nie będzie proste i zwyczajne spotkanie,ze względów osobistych.On długo ze mną rozmawiał,wiele tłumaczył,wyciągał własne wnioski i ze mnie wszystko co się tylko dało,na początku była chwila,że chciałam od niego uciec,bo stwierdziłam,że już więcej nie dam rady,z nim tak otwarcie rozmawiać,że jest w Nim jakaś siła która ma na mnie silne oddziaływanie,siedząc tak przy nim czułam się naga,a przecież byłam ubrana,On słuchał,a ja mówiłam,płakałam i tak szczerze to wierzyć mi się nie chciało… i to jak na mnie patrzył i to,że słuchał…zabrakło mi pewności siebie,wiem,ze się zmieniłam wszystko teraz traktuje źle,bardziej analizuje wszystkie sytuacje,szukam punktów negatywnych zachowań w spotkaniach w rozmowach z Nim…dużo rozmawiamy,ale czy ja się otworzę,zacznę słuchać czy na nowo zaufam,nie mam takiej pewności,traktuje go z dystansem te relacje traktuje z dystansem,potrzebuje czasu,a on mi go daje „na razie”  nie śpieszy się z niczym,czy nauczy mnie pragnąć siebie tak jak ja tego potrzebuje?Czy okaże mi tyle cierpliwości jaka jest mi potrzebna?Czy wypełni pustkę,którą jestem przesiąknięta?Zobaczymy…

Pseudo…

Ostatnio z racji iż pojawia się coraz więcej pseudo „panów” postanowiłam wtrącić kilka kwestii z tym związanych,oraz uświadomić męskie grono,że nie każda uległa pragnie relacji opartej na egoistycznym traktowaniu,emocjonalnej frustracji czy upodleniu na różne sposoby z totalnym brakiem szacunku.Niestety te aspekty maja coraz częstsze zastosowanie przez nieodpowiedzialnych mężczyzn nazywających się Panami czy Masterami,a tak naprawdę są nieodpowiedzialnie,niedojrzałymi mężczyznami,którym w życiu coś nie wyszło,mają jakieś własne kompleksy,bądź nie radzą sobie z własną potrzebą i wyznaczają sobie cele o jakich nie mają zielonego pojęcia,krzywdząc w ten sposób uległą kobietę.Nie każda kobieta jest podatna na takie znajomości i wybuchy frustracji,wiele z nas szuka odpowiedzialnych i emocjonalnie dojrzałych mężczyzn,takich którzy potrafią szanować,słuchać i poprawnie oceniać dana sytuację,a przede wszystkim potrafię być partnerami…praca nad relacją ze strony Pana powinna być płynna,uważnie przemyślana,a przede wszystkim trwała…tak ,aby uległa na początku poznała mężczyznę z lepszej strony,a niżeli z tej najgorszej…Wracając do tematu,zastanawiam się dlaczego potencjalni mężczyźni pokazują się najczęściej z tej najgorszej strony,brak kultury osobistej,być może!!Wymagacie manier,a sami ich nie przestrzegacie,bo każdej uległej jak i każdemu Panu należy się staranne wyjaśnienie kiedy np.kończymy daną relację i kiedy dochodzimy do wniosku,ze dana osoba nam nie pasuje,dlaczego kończymy w taki sposób…Owszem są uległe o zdegradowanej naturze,jak i zdegradowani panowie i takim jest wszystko jedno,w takie typy ja nie wnikam:),ale są uległe ciepłe,ambitne,wrażliwe,czułe i opiekuńcze,które szukają ciepłej i płynnej relacji oraz szacunku i warto o tym pamiętać!A uległa powinna pamiętać,że nie wszystko na łapu capu,bo jak coś się dzieje za szybko to tez nie jest dobre…Wyobraźcie sobie sytuację,że osoba która szanujecie czy kochacie,cenicie znika bez słowa,nie macie z nią kontaktu nie wiecie co się z taką osobą dzieję,bo nie odbiera waszych wiadomości i totalnie was olewa.Jak się czujecie???Dlatego ja wręcz APELUJĘ o zdrowy rozsadek,do tych którzy mają innych za nic,bo macie takie widzi mi się i tyle,bądź wywodzi się to z waszej natury.LUDZIE JESTEŚMY DOROŚLI I DOJRZALI SZANUJMY SIĘ WZAJEMNIE!!!

Są różne stopnie dominacji i uległości,różnie się to praktykuje i uległe najczęściej akceptują serię nieodpowiedzialnych praktyk,których czasem nie są świadom.Mam tutaj teraz na myśli prostytucję w praktykach BDSM…drogie uległe jeśli macie podejrzenia, bądź nie macie pojęcia czym i jak służycie swoim Właścicielom postarajcie się same dla siebie być wzorcem,szanujcie się dla siebie,bo nikt was nie uszanuje jeśli same tego nie upilnujecie…no chyba,że same się na to godzicie i nie rani to waszego szacunku…:)Dlatego nikt mi nie wmówi,że w relacji nie ma miejsca na szacunek obustronny,byłam w relacji w której szacunek właśnie był mocnym aspektem,budulcem,a co dawał ,przyjemność,radość,to że byłam postrzegana jako kobieta i to się czuło całą sobą mimo tego co robiłam obcego i perwersyjnego,czyli w zupełności nie zabierało to mojej naturalności i nie zmieniało jej,zostawałam sobą,a doświadczałam nowych przyjemności,upokorzeń,uniesień,bólu i nie tylko…Nie musicie i na pewno nie powinnyście po kilku minutowej czy godzinnej rozmowie z obcym mężczyzną,który się podaje za dominującego wysyłać swoich fotek czy raczej tych odważniejszych fotek,bo najczęściej taki delikwent okaże się zwykłym naciągaczem i oszustem,pamiętajcie o weryfikacji owego mężczyzny przez rozmowę i spotkanie,a nawet sprawdzenie z innego konta czy,aby na pewno jest taki jak wam się przedstawia i określa…i to,że się w taki sposób bronicie przed oszustami wcale nie skreśla tego,że nie jesteście uległymi,bo nie chcecie wykonać jakiegoś pochopnego zadania itp…odpowiedzialny Pan zaakceptuje wasze warunki,bo czasem lepiej się zbuntować niż później szlochać do poduszki za nierozważne posunięcia i łatwowierność czy naiwność początkujących kobiet.Warto określić sobie warunki jakie Pan powinien spełniać i tych warunków przestrzegać,nie ulegać bezmyślnie i byle przed kim,owszem czasem ciężko sięgnąć po zdrowy rozsądek, też tak bywa i to naturalne,bo natura potrafi nam płatać figle i często domagać się tego co wbrew życiu jakie prowadzimy nie może zostać spełnione.

 

Moje zdanie…

Tak,a teraz moje zdanie na temat tego co się stało na czacie u Mądrego Pana.Bardzo mnie smuci fakt, że wiele osób zostało wywalonych ,no niestety ja nie miałam na to wpływu i wiele osób które zostały też nie… Ale faktycznie można to było załatwić inaczej.Czasem lepiej oddzielić od stada tych którzy jako nowo przybyli zaczęli na czacie robić bałagan i przyłączały się do nich stali bywalcy,bo tamci mieli mocna siłę przebicia, bądź podobne charaktery,niektórym się to nie podobało i nie akceptowali tego.Od początku na czacie porządku nie było,znaczy był jak było nas mało przez krótki czas,a teraz wszyscy siedzą cicho i o tym co się stało nikt nie komentuje głośno,bo się boją zostać wywaleni? troszkę hymn tchórzliwe…mimo iż się to im nie podoba czy współczują innym.A ja chcę być szczera i postaram się to uzasadnić.Po pierwsze każdy,bądź prawie każdy wiedział,że Mądry Pan miał dostęp do logów i czytał zapisy więc on sam wiedział kogo wykluczyć, kto za jego plecami ubliża innym, bądź jemu.ok zrozumiała sprawa.Dziwi mnie to,że takie reakcje nie były rozwiązywanie w cztery oczy z delikwentem po takim zajściu i od razu taka osoba nie zostawała wywalona jeśli dalej brudziła na ogóle w określony sposób,moim zdaniem każdy zasługuje na odrobinę szacunku mimo iż sam nie jest w porządku.Kolejna sprawa to pogłoski na temat poszczególnych uczestników czatu, dlaczego nikt tego nie rozwiał i nie weryfikował tylko robiły się bajki za plecami i tworzy nowe.Moim zdaniem niektórzy chcą wiedzieć wszystko o innych co prowadzi do nieprzyjemności i robieniem koło nosa innym rzucając na taką osobę bezpodstawne oskarżenia pod wpływem zazdrości?być może! Po trzecie to źle się stało,że czat został wyczyszczony z poszczególnych osób,moim zdaniem każdy ma prawo poznać bardziej ciemniejsze strony Bdsm.A co do rozmów i braku klimatycznych tematów to moim zdaniem norma,nie da się ciągle prowadzić klimatycznych rozmów i wałkować tych tematów które są oczywiste,wiec ja w zupełności to tolerowałam i mnie to nie przeszkadzało,dlatego,że nie żyję czatem i to nie jest miejsce ciągłego mojego pobytu jestem realna i mam swoje życie.A po czwarte to nie sądziłam,że akurat to miejsce stanie się mało tolerancyjne dla osób klimatycznych z mocną ripostą,bo wszyscy są różni i każdy jest inny,każdy ma jakiś pogląd samokrytyki,wychowania,wykształcenia,każdy wie lub powinien zdawać sobie sprawę z konsekwencji lekkomyślnego zachowania,bdsm nie jest kolorowe i tematy czy ludzie też tacy nie są,nie wszystko da się upilnować i kontrolować.Wiele osób ceniłam,podziwiałam,bo nie ukrywały się pod maskami dwulicowości,a i takich tam poznałam…mimo iż szanuję operatorów to rozwiązali ten problem w najgorszy możliwy sposób,teraz na to miejsce na pewno nie będę patrzyła tak jak wcześniej…

Czas…

Czas pozwolił mi na uspokojenie wewnętrznego pragnienia,co mnie z jednej strony bardzo cieszy.Jednak z drugiej,zamknął przede mną chęci,starania,zaufanie i nadzieję.Po tak niedługim czasie wiele zrozumiałam.Poznałam czym jest pragnienie zadowolenia Pana,czym jest poczucie przynależności do Właściciela.Czym jest dla mnie życie codzienne według wyznaczonych zasad i reguł.To dziwne,ale odnalazłam w tym wszystkim dla siebie szczęście.W sumie lepiej  doznać,krótkiego szczęścia niż wcale go nie poczuć.Moja droga przy tym Panu była krótka,ale za to intensywna wypełniona emocjami.Mimo tego iż byłam szczęśliwą i zadowoloną z siebie Su w naszej relacji zabrakło rozmów,a ja zdziwiona jak szybko się pragnę rozwijać przy byłym Panu przestałam dostrzegać,że moje pragnienia znacznie wzrosły,czy Pan to dostrzegł?Nie wiem?A przecież zawsze chciałam powolnego prowadzenia, z jednej strony dobrze się stało iż Pan mnie zwolnił,moje pragnienie zostało wyciszone i zupełnie uspokojone dało mi do zrozumienia iż na wszystko przyjdzie czas,a ja muszę nauczyć się być cierpliwa i panować nad tym co dla mnie nowe i nieznane…Jedynie co mnie bolało to fakt,ze Pan który mnie odpowiadał odszedł,ja i tak nie mogłam o nim zapomnieć i wiem,ze nigdy nie zapomnę, bo nadal pragnęłam jego i tylko jego chciałam i do dzisiejszego dnia tak jest mimo tego co się stało i jak mnie potraktował, za pewne z mojej winy także,aczkolwiek nadal wieżę,że szczera rozmowa w tym czasie wyjaśniłaby wszystko.Z czasem dowiedziałam się,ze nie ma Suki i nie szuka.Za to ja się staram znaleźć Pana i wierzcie mi,że to jest znacznie trudniejsze niż na początku.Raz,że wiem kogo potrzebuję i wiem jaki mężczyzna dałby mi spełnienie,a dwa,że straciłam chęć do całej tej otoczki…Jakiś czas temu spotkałam się z facetem,który od zeszłych wakacji chciał mnie poznać,niestety mnie od razu nie przypadł do gustu z racji iż rozmowa nam się nie kleiła i było w tym tyle niesmaku.A dwa,że od razu wiedziałam iż to nie jest mężczyzna,którego szukam.Wiem,że im dłużej niespełniona chodzę tym łatwiej mi się od tego odciąć,tylko,że w momencie kiedy chciałam to uczynić pojawił się ktoś przy kim zaczynam być spokojna,zaczynam patrzeć na to cierpliwiej,aczkolwiek się buntuję i nadal twierdze iż to nie  ma sensu dla mnie,że nie będę potrafiła tak zaufać komukolwiek innemu,więc,albo rzeczywiście nasza znajomość tego sensu mieć nie będzie,albo ta osoba rzeczywiście mi pokaże powoli z zaangażowaniem te drogę,która powinnam podążać.